SŁOWNIK URBANISTYCZNY | POCIĄG

Mówić mało, najlepiej w ogóle, żeby dokładnie wszystko usłyszeć. Nie bać się ciszy i własnymi słowami nie zagłuszać tego, co pojawia się w ustach tego mężczyzny dopiero po chwili lub po dłuższym zawieszeniu. Zwracać uwagę na to, jak wypowiada się ta kobieta, współbrzmieć harmonijnie z jej głosem, odczytywać rytm akcentowania, śledzić układ i następstwo gestów, a nie tylko arogancko nurkować w treści zdań traktowanych jak punkty oświadczenia – jakby ktoś dał nam prawo, a jednocześnie ustanowił nakaz rozumienia wszystkiego, co do nas lub w naszej obecności wypowiada. Tak Swiatłana Aleksijewicz zbiera opowieści Rosjanek i Rosjan o miłości.

Jadę z Parszowa do Warszawy. Pierwszy odcinek, od domu dziadków do dworca w Skarżysku-Kamiennej, pokonuję rowerem. Co chwilę zatrzymuję się w lesie w dolinie Żarnówki, więc moja podróż przedłuża się i do pociągu wchodzę w ostatnim momencie. Swój pojazd wciągam na pokład i wieszam na haku, osuwam się na śmierdzące i lepkie skajowe siedzenie, zamykam oczy, łapię oddech, choć nie jest to łatwe w nagrzanym i niemożliwym do przewietrzenia kiblu, czyli wysłużonym EN57.

Obok mnie siedzą dwie młode i bliskie sobie kobiety. Koleżanki szeptem rozmawiają o partnerze jednej z nich.

– A jak to się między Wami zaczęło?

– Byliśmy na dwóch randkach w kinie. Za pierwszym razem za bilety na seans zapłacił on, a za drugim razem zrobiłam to ja. Zostawiłam je sobie w portfelu na pamiątkę. Po kilku tygodniach je znalazłam, zrobiłam zdjęcie i wysłałam na Messsengerze. On odesłał mi fotkę biletów z pierwszego filmu, bo też je sobie zachował.

Jadę z Katowic do Kielc. Po długiej zawodowej rozmowie telefonicznej wchodzę do przedziału w wagonie zastępczym, w którym ponoć działa klimatyzacja, dlatego nie można otworzyć okien. Temperatura jest wysoka, a powietrze stęchłe, ubrania przyklejają się do spoconych ciał i przez to zakrywają i odsłaniają jednocześnie somatyczną konstrukcję tej sytuacji.

Młoda dziewczyna obgryza pomarańczowe tipsy na paznokciach lewej dłoni, a prawą bezustannie przewija Facebooka na ekranie komórki. Siedzący naprzeciw staruszek w tym czasie dokucza swojej żonie, co ją coraz bardziej irytuje, zaczyna więc na niego fukać i podskakiwać ze złości. Mężczyzna bierze rękę kobiety, podnosi do ust i delikatnie całuje wargami zaciśniętymi wokół źle zamocowanej sztucznej szczęki. Zaczyna od pomarszczonej skóry nadgarstka; cmokaniem i śliną wyznacza trasę do łokcia pokrytego zrogowaciałą i spękaną skorupą. Rytm tej przyjemności odmierza odgłos trzeszczącego i chroboczącego tarcia obu części protezy o siebie. W połowie intymnej drogi spod rękawa jego koszuli wysuwa się zniekształcony tatuaż – godło z pierwszą literą imienia małżonki. D.

Staruszka uspokaja się, przekręca głowę i spogląda przez okno. Macha radośnie stopami w żółtych skarpetkach, które zrobiła sobie sama na drutach. Staruszek odkłada jej rękę i odwraca się, żeby śledzić słupy trakcyjne, rozmierzać tor ruchu pociągu i liczyć w ten sposób odległość do Kielc. Profile ich twarzy wyglądają jak przyłożone do siebie kamee na pierścionkach mojej babci. Znajdują w ten sposób potwierdzenie swojej obecności – w sobie wzajemnie.

Jadę z Krakowa do Wrocławia. Jestem sam w przedziale, więc trochę czytam, a trochę przysypiam przyklejony policzkiem do brudnej szyby. Za Opolem dosiada się do mnie emerytowana nauczycielka fizyki. Wita się i od razu prosi o pomoc w umieszczeniu walizki na bagażniku nad siedzeniami. Po wymianie kurtuazyjnych uwag zaczyna opowiadać swoją historię małżeńską.

Dawno temu wyjechała do USA, żeby pracować jako opiekunka osób starszych, gdyż zatrudnienie w szkole nie pozwalało jej utrzymać siebie i swojej rodziny. Po kilku latach ściągnęła do Ameryki męża, jednak długo nie mogli cieszyć się ze zjednoczenia. Mężczyzna zmarł, żona skremowała jego ciało, prochy włożyła do urny i wróciła z nią do Polski. Chciała zadbać o bzy, które zasadził na ich ogródku działkowym na Podkarpaciu.

Kobieta dodaje, że śmierć męża dzieli jej życie na dwie części. Głos jej się łamie, więc przerywa. W prawej ręce obraca obrączkę wiszącą na złotym łańcuszku.