SŁOWNIK URBANISTYCZNY | ŁAWKA

W mglisty i deszczowy dzień docieram do Jastarni. Kolory wszystkich rzeczy są zredukowane do spektrum szarości, dlatego nieliczni kuracjusze w sztormiakach snują się po plaży w romantycznym zawieszeniu. Gdy wędrują samotnie, milczą; gdy przemieszczają się w grupie, szepczą do siebie (chcę pozostać precyzyjnym, więc napiszę, że ruszają ustami – wysokość, natężenie i barwę dźwięków ocenić może wyłącznie wiatr). Starają się ukryć treść opisywanych historii, jednak ich trud jest próżny. Nikogo spoza kręgu wtajemniczonych nie interesują przecież opowiadania o wydarzeniach, których znaczenie rozpala na kilka sekund emocje i szybko wygasa.

Mięśnie moich gałek ocznych są napięte, ponieważ nie szukam natchnionych uniesień, lecz orientacji w terenie. Tylko w ten sposób jestem w stanie wykroić z tła poszczególne przedmioty i dotrzeć szybko nad Bałtyk.

Siadam na ławce, żeby odpocząć. Rozpogadza się. Po godzinie dołącza do mnie para: facet, który choruje na rwę kulszową, i jego milcząca żona. Mężczyzna opowiada najpierw o dolegliwościach i problemach z chodzeniem, a później o wyjazdach wakacyjnych. Wymieniamy się spostrzeżeniami na temat Jastarni i patrzymy na morze. Moje zainteresowanie sprawia, że odpala monolog o Bogu i świecie.

Mieszka w miasteczku popegeerowskim i prowadzi małą firmę instalacyjną. Uważa, że jego problem ze znalezieniem pracowników wynika z polityki pomocowej państwa. Ludzi, których nie nęci stawka 30 zł za godzinę fizycznego wysiłku, uznaje za zbieszonych i zblazowanych. Negatywnie ocenia to, że nie chcą wykuwać swojego losu. Mówi wręcz, że uciekają od odpowiedzialności za samych siebie.

Jego wystąpienie ma dramatyczny finał. Przy wstawaniu sapie, a jego nogi drętwieją. Jego własne ciało kładzie więc kres doktrynie samostwarzania się, choć nie wybudza go to ze snu prywatnej inicjatywy. Ułomna materialność brutalnie ujawnia, jak bardzo jest zależny od troski swojej towarzyszki. Mógłby z tego powodu próbować rozwinąć argument o doniosłej roli empatii, który Adam Smith zapisuje w Teorii uczuć moralnych dla ratowania koncepcji liberalnej przed walcem egoizmu, jednak cierpienie podważa wszystkie potencjalne próby obrony.

Po jego odejściu próbuję zrekonstruować formę naszego spotkania. Zastanawiam się, jakich mój nowy kolega używa metafor, żeby przedstawić sobie społeczeństwo. Czy jest to duża rodzina – rodzina rodzin, czy chaotyczny ich zbiór? Może odwołuje się do wyobrażeń skrajnie indywidualistycznych i widzi wyłącznie pojedyncze osoby? Czy pomaga słabszym członkom takiej rozszerzonej grupy, czy – jak beneficjenci transformacji – przyjmuje, że powinni zatroszczyć się sami o siebie, a w sytuacji kryzysowej skorzystać z protekcjonalnych mechanizmów filantropijnych?

Ławka ustanawia możliwość zawiązania rozmowy. Kto wie, jak potoczyłaby się ona dalej, gdybyśmy mogli ją kontynuować w trakcie przechadzki. Wielu wszak twierdziło, że filozoficzną wartość ma tylko spacerowanie.