POMYSŁ SZATANA

Mapa 5. Osiedle R (Regina). Źródło: Marek Szczepański, „Miasto socjalistyczne” i świat społeczny jego mieszkańców, Warszawa 1991

Za obecny kształt, formę architektoniczną, sposób funkcjonowania i stan utrzymania miast odpowiedzialny jest system realnego socjalizmu, ale system ten w codziennej działalności tworzyli konkretni ludzie, także urbaniści i architekci. Każdy kto pracował zawodowo w tej dziedzinie jest w jakimś stopniu odpowiedzialny za rezultat tej pracy. Rezultat jest taki jak widać, ale bardzo wielu urbanistów i architektów manifestuje zadowolenie i dumę ze swoich osiągnięć. Wystarczy przeczytać wypowiedzi wielu prominentnych przedstawicieli polskiej urbanistyki i architektury, twórców Nowej Huty, Nowych Tychów i wielu innych blokowisk tworzących polskie miasta, którzy projektowane przez siebie wytwory przedstawiają przy pomocy socjologicznej i humanistycznej frazeologii jako szczytowe osiągnięcia światowej myśli urbanistycznej. Trzeba także pamiętać, że środowisko urbanistyczne ze sporym entuzjazmem przyjęło upaństwowienie gruntów i łatwość wywłaszczeń upatrując w tym stworzenie nieskrępowanych warunków dla swojej działalności.

To samozadowolenie jest oczywiście zrozumiałe, ponieważ bardzo trudno jest uznać pracę swojego życia za pomyłkę lub wręcz działalność szkodliwą. Książka propagandowa, zła, serwilistyczna rzadko znajduje czytelników i zostaje szybko zapomniana. Zła, serwilistyczna architektura staje się częścią codziennego życia mieszkańców miasta i oddziaływuje na kolejne pokolenia. Wytworzona przestrzeń jest trwałą pamięcią społeczeństwa i nie wystarczy zmienić nazwy kilku ulic i zburzyć parę pomników aby znaleźć się w innym mieście.

Rzadko można spotkać się z przykładem takiej postawy, jaka widoczna jest w wypowiedzi współtwórcy Ursynowa – Jerzego Szczepanika-Dzikowskiego, który w dyskusji na temat współczesnego miasta przeprowadzonej przez „Res Publikę” powiedział: …chciałbym wyrazić swoje głębokie przekonanie, że taka metoda powstawania dzielnicy, osiedla, miasta, budowania tak wielkiego mieszkania dla setek tysięcy ludzi i tworzenie dla tego jednorodnego zamierzenia jednej tak wielkiej jednostki, to już w samym założeniu jest pomysł szatana.

Bohdan Jałowiecki „Przedmowa. Lekcja blokowisk” [w:] Marek Szczepański, „Miasto socjalistyczne” i świat społeczny jego mieszkańców, Warszawa 1991

Czy projektantki i projektanci „miast socjalistycznych” wyszli z piekieł, żeby zrealizować szatańskie plany? Czy byli tylko marionetkami w szponach patologicznego systemu, który rozwijał się na mocy własnych praw? Oto koktajl uproszczonego heglizmu i katolickiej nauki o wiecznym potępieniu, zmiksowany i zaserwowany nam przez Bohdana Jałowieckiego w eseju wprowadzającym do książki Marka Szczepańskiego pod tytułem „Miasto socjalistyczne i świat społeczny jego mieszkańców”.

W tym roku świętujemy 30-lecie opublikowania tego przedziwnego dzieła. Podsumowanie prowadzonych przez 2 lata badań społeczności Tychów stanowi jeden z tekstów kluczowych dla krytyki, nieraz uproszczonej, jakiej zaraz po transformacji ustrojowej poddano efekty pracy Kazimierza Wejcherta i Hanny Adamczewskiej-Wejchert. Zamieszczone powyżej słowa są przykładem bezpardonowego rzucania kamieniami (w złym kierunku) – niestety tylko jednym z wielu. Na seminariach tyskich, na których w pierwszej połowie lat 90. XX wieku tworzono bilans dokonań urbanistycznych PRL, padało wiele innych jednostronnych sformułowań i to z ust ludzi, którym – zgodnie z obecną modą – mamy oddawać hołd. Dziś wszak, po przegięciu w stronę myślenia systemowego w dużej skali i uniwersalizmu, pojawia się wzmożona atencja dla myślenia fragmentarycznego w małej skali i regionalizmu. Archetypem praktyki urbanistycznej w debacie publicznej staje się więc wznoszenie dzielnicowego kościoła, a nie rysowanie wielkich planów programujących rozwój miasta w oparciu o podsystemy komunikacyjne.

Wróćmy jednak do książki Marka Szczepańskiego, który w przypływie trzeźwego osądu zauważa we wstępie, że Hanna Adamczewska-Wejchert nie ukrywała porażek, wprost o nich mówiła i publicznie dociekała przyczyn ich zaistnienia (dowodziło to nie tylko jej szczerości, ale również znakomitej znajomości ówczesnej literatury socjologicznej). Co o tym opracowaniu sądziło małżeństwo generalnych projektantów Nowych Tychów? Swoją recenzję zaczynają od ogólnej oceny: „cała praca o mieście socjalistycznym jest zbudowana na niechęci do architektów. Wszystko, co powstało w mieście – to błędy architektów, nie wyłączając kryzysu. Wszystkie opinie o przestrzeni tyskiej powinny być złe (…)”. Później podnoszą konkretne zarzuty w zakresie interpretacji danych, a na koniec osadzają tę publikację w kontekście wskazanej powyżej krytyki.

Dlaczego o tym wspominam? Transformacja jest wciąż ważnym doświadczeniem dla ludzi zajmujących się projektowaniem urbanistycznym, o czym szerzej kilka lat temu pisałem z Anną Syską w artykule ujętym w tomie Polskie Las Vegas i szwagier z Corelem. Obok wizji zawodu jako usługi świadczonej na rynku albo aktywizmu wspierającego wspólnoty w walce o uznanie ich interesów, jest miejsce na nowy pomysł na urbanistykę jako asystowanie władzy w rzetelnej realizacji jej zadań.